Firmy chcą odbudowy Ukrainy, ale kto będzie pracował?
Na koniec I kwartału 2026 r. w Polsce w sektorze przedsiębiorstw pracowało ponad 6,38 mln osób, a w kluczowych branżach gospodarki wolnych było ponad 100 tys. miejsc pracy (GUS). Utrzymujące się niedobory kadrowe w największym stopniu dotyczyły elektryków, energetyków, monterów instalacji budowlanych, operatorów maszyn i spawaczy. To specjaliści niezbędni zarówno dla krajowych inwestycji, jak i przyszłej odbudowy Ukrainy. Jak wynika z analizy Grupy Progres, równoległe uruchomienie dużych projektów infrastrukturalnych za naszą wschodnią granicą może zwiększyć presję płacową w Polsce i jeszcze bardziej pogłębić deficyty fachowców. Sytuację może też zaostrzyć powrót dużej części pracowników ze Wschodu do ojczyzny – ok. 55% Ukraińców pracujących nad Wisłą deklaruje, że po zakończeniu wojny planuje wrócić do kraju.
Nad rynkiem pracy w Polsce krąży widmo „podwójnej presji popytowej”, w której krajowe projekty inwestycyjne i odbudowa Ukrainy będą konkurować o te same, już dziś deficytowe kompetencje, prognozują analitycy Grupy Progres. Ma objąć ona bowiem m.in. budownictwo, energetykę, transport, logistykę oraz przemysł materiałów budowlanych. To sektory, które już dziś są w Polsce jednymi z najbardziej „pracochłonnych” i jednocześnie najbardziej deficytowych, jeśli chodzi o kadrę – popyt na kandydatów przewyższa ich podaż.
Kluczowe branże na granicy wydolności kadrowej
W budownictwie w naszym kraju pracuje ok. 410 tys. osób, w transporcie i logistyce ok. 655 tys., w sektorze wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę zatrudnionych jest ponad 109 tys. osób, a w przetwórstwie przemysłowym ponad 2,3 mln – to największy sektor zatrudnienia w gospodarce. Jednocześnie właśnie te branże należą do najbardziej wrażliwych na odpływ pracowników.
– Odbudowa Ukrainy będzie ogromnym testem odporności polskiego rynku pracy. Mówimy o sektorach, które już dziś działają na granicy możliwości kadrowych. Rzeczywistością wielu przedsiębiorców jest funkcjonowanie w warunkach wysokiego deficytu kandydatów chętnych do podjęcia pracy – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres i dyrektorka przedstawicielstwa Polsko – Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG) w woj. pomorskim. – Dlatego kluczowym błędem w ocenie sytuacji jest założenie, że nasz rynek pracy posiada znaczące niewykorzystane rezerwy, a one już dawno się wyczerpały. O dostępnych pracowników konkurują dziś jednocześnie inwestycje krajowe, zagraniczne i – w perspektywie czasu – te związane z odbudową Ukrainy. Jednak to nie liczba wolnych miejsc pracy – obecnych i przyszłych – jest dziś największym problemem, lecz ich struktura, skoncentrowana w zawodach trudnych do szybkiego zastąpienia – wskazuje Magda Dąbrowska.
Deficyty już dziś są widoczne – a popyt może tylko wzrosnąć
Według danych GUS o wolnych miejscach pracy w I kw. 2026, największe zapotrzebowanie w Polsce dotyczy dziś przetwórstwa przemysłowego (20,5 tys. wakatów), handlu (13,4 tys.), transportu (13,2 tys.) i budownictwa (10,3 tys.). Oznacza to, że już teraz brakuje pracowników w branżach, które będą filarem odbudowy Ukrainy.
Problem nie jest jednak nowy. W całym 2025 r. liczba wolnych miejsc pracy wynosiła 94,3 tys. (średnia ze stanów na koniec kwartału). Najwięcej z nich czekało na specjalistów (24,5 tys.), robotników przemysłowych i rzemieślników (19,7 tys.) oraz operatorów i monterów maszyn i urządzeń (16,1 tys.). Znaczne zapotrzebowanie dotyczyło również pracowników biurowych i pracowników usług oraz sprzedawców (po 8 tys.), techników i innego średniego personelu (7,6 tys.) oraz osób wykonujących prace proste (6,1 tys.). Zdecydowanie mniej wakatów odnotowano wśród przedstawicieli władz publicznych, wyższych urzędników i kierowników (4,2 tys.), a najmniej w grupie rolników, ogrodników, leśników i rybaków (0,1 tys.).
Dane GUS dotyczące nowo utworzonych i wolnych miejsc pracy w 2025 r. pokazują, że ponad jedna trzecia wszystkich wakatów (34,6%) była przeznaczona dla specjalistów. Kolejne miejsca zajmowali robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy (16,7%), operatorzy i monterzy maszyn i urządzeń (10,3%) oraz technicy i inny średni personel (9,9%).
– Lista zawodów deficytowych 2026 dodatkowo wzmacnia ten obraz – w całym kraju brakuje elektryków, energetyków, monterów instalacji budowlanych, operatorów maszyn budowlanych oraz spawaczy. To zawody krytyczne dla inwestycji infrastrukturalnych po obu stronach granicy – podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Co więcej wiele takich etatów w Polsce jest dziś obsadzonych przez Ukraińców. W momencie, gdy odbudowa ich ojczyzny nabierze tempa, pojawi się realna konkurencja o te same kompetencje, a firmy będą musiały rywalizować nie tylko wynagrodzeniami, ale również warunkami zatrudnienia, możliwościami rozwoju i stabilnością. To oznacza, że presja na polski rynek pracy może wzrosnąć szybciej, niż wynikałoby to z samych danych o wakatach – dodaje.
Cudzoziemcy na rynku pracy i pytanie o przyszłość zatrudnienia
Na koniec grudnia 2025 r. nad Wisłą pracowało 1 102 113 cudzoziemców, z czego 755 453 to obywatele Ukrainy. Najwięcej z nich jest zatrudnionych w administracji i usługach wspierających (159,1 tys. osób), przetwórstwie przemysłowym (155,7 tys.), budownictwie (104,9 tys.) oraz transporcie i logistyce (92,6 tys.). Znaczącą grupę stanowią również pracownicy handlu (68,7 tys.), podmiotów prowadzących profesjonalną działalność naukową i techniczną (26,2 tys.), zakwaterowania i gastronomii (50,8 tys.), ochrony zdrowia i pomocy społecznej (22,9 tys.) oraz sektora informacji i komunikacji (22,7 tys.).
Jednocześnie zmienia się otoczenie migracyjne. Dane MSWiA za pierwszy kwartał 2026 r. pokazują wyraźne ograniczenie napływu nowych pracowników spoza Polski. W analizowanym okresie wydano około 16 tys. wiz pracowniczych, podczas gdy w analogicznym kwartale 2022 r. było ich ponad 120 tys. Znacząco spadła również liczba zezwoleń na pracę – z ok. 122 tys. do 38 tys. Ministerstwo wskazuje, że jest to efekt zaostrzenia zasad weryfikacji przyznawania wiz i pozwoleń na pracę oraz większego ukierunkowania polityki migracyjnej na osoby odpowiadające potrzebom gospodarki. Oznacza to jednak, że w sytuacji utrzymujących się niedoborów kadrowych możliwości szybkiego uzupełniania braków pracownikami z zagranicy stają się coraz bardziej ograniczone.
– W debacie publicznej często pojawia się pytanie, czy polski rynek pracy poradzi sobie z ewentualnym odpływem pracowników z Ukrainy. Znacznie ważniejsze jest jednak to, czy będzie w stanie odpowiednio szybko ich zastąpić. Dziś bezrobocie utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, społeczeństwo się starzeje, a liczba osób w wieku produkcyjnym systematycznie maleje. Jeżeli część ukraińskich pracowników wyjedzie, a z naszych badań wynika, że szanse na to są spore, to przedsiębiorstwa będą musiały szukać nowych źródeł zatrudnienia. Dla wielu firm będzie to moment, w którym dotychczasowy model oparty na łatwej dostępności pracowników po prostu przestanie być możliwy – podkreśla prezeska Grupy Progres. I dodaje, że zanim pojawią się kontrakty, harmonogramy i przetargi, pojawia się pytanie bardziej podstawowe: kto fizycznie zrealizuje te projekty – i czy Europa Środkowa ma wystarczającą liczbę rąk do pracy, by równocześnie odbudowywać jeden kraj i rozwijać drugi.
Rynek pracy potrzebuje nowych rozwiązań i przemodelowania
Odpowiedzią na narastającą presję kadrową po obu stronach granicy nie będzie pojedyncze działanie, lecz równoległe uruchomienie kilku mechanizmów systemowych.
– Kluczowe znaczenie będzie miało przyspieszenie kształcenia i przekwalifikowania w zawodach deficytowych poprzez krótsze, modułowe ścieżki edukacyjne powiązane bezpośrednio z potrzebami pracodawców. Równie ważne jest stworzenie systemu monitorowania kompetencji, który pozwoli na bieżąco identyfikować, jakie kwalifikacje są dostępne na rynku i gdzie znajduje się potencjał kadrowy. Drugim elementem powinno być rozwijanie uporządkowanych, dwustronnych modeli mobilności pracy między Polską a Ukrainą, które pozwalałyby na czasowe przemieszczanie się pracowników w zależności od fazy realizacji inwestycji – zaznacza Magda Dąbrowska. – Niezbędne jest również uporządkowanie i długofalowe zaplanowanie polityki migracyjnej. Polska od lat nie wypracowała spójnego systemu odpowiadającego na potrzeby rynku pracy, a w obliczu rosnącego zapotrzebowania na specjalistów oraz możliwego odpływu części cudzoziemców będzie to jeden z kluczowych elementów utrzymania konkurencyjności gospodarki. Trzecim filarem pozostaje wzrost produktywności – nie tylko poprzez automatyzację, ale także reorganizację procesów pracy i lepsze wykorzystanie kompetencji osób już obecnych na rynku. Dopiero połączenie inwestycji w kompetencje, skutecznego monitorowania potencjału kadrowego, przemyślanej polityki migracyjnej oraz wzrostu efektywności może ograniczyć ryzyko jednoczesnych niedoborów kadrowych w Polsce i Ukrainie oraz zmniejszyć presję konkurencyjną między największymi projektami infrastrukturalnymi – podsumowuje ekspertka.
Skala wyzwań będzie ogromna. Z szacunków międzynarodowych instytucji, Banku Światowego oraz ukraińskiego rządu wynika, że odbudowa Ukrainy może wymagać zaangażowania od 4 do nawet 5 mln pracowników w różnych sektorach gospodarki.